You are currently viewing O fizjologii karmienia
Źródło obrazu: Canva

O fizjologii karmienia

Tekstów o karmieniu piersią jest mnóstwo, tak samo jak mnóstwo jest książek traktujących o tej tematyce. Najtrudniej przesiać te informacje, które są potrzebne (albo nie). Bo jak odnaleźć się w tym co jest najważniejsze z mnóstwa ważnych stron? Albo… po co czytać o czymś co określane jest mianem „naturalne”. Czy to nie jest tak, że ta umiejętność, albo może bardziej funkcja, przychodzi samoistnie i jest coraz łatwiejsza z każdą kolejną godziną po porodzie? Trochę tak jak z samodzielnym staniem – zaczynamy od kilku sekund, a w wieku nastu lat nie pamiętamy jak to było nie umieć tego robić przez dłuższą chwilę?

Im dłużej pracuję z Kobietami Karmiącymi, tym bardziej odnoszę wrażenie, że… w karmieniu (szczególnie naturalnym) ważne jest to, żeby wiedzieć dlaczego ono jest takie naturalne. Bo samo to słowo może wprowadzać już pewne zamieszanie w zakręconym hormonalnie połogu… a nawet i później… Może łatwiej byłoby rozpatrywać kwestię karmienia w połączeniu ze słowem „fizjologicznie”, które nadaje całemu temu procesowi jakąś funkcję, a nie narzuca umiejętność?

Bo w karmieniu naturalnym, co oznacza nic innego jak karmienie mlekiem kobiecym (niekoniecznie biologicznej matki – choć to bardzo korzystne dla pary Mama – Dziecko), ważna jest odpowiedź na pytanie „skąd się bierze mleko?”. Cały proces wytwarzania mleka zaczyna się już w ciąży, zakłada się że mniej więcej jest to 16ty tydzień. Wtedy to tkanka gruczołowa piersi zaczyna produkować substancje, którą nazywamy następnie mlekiem. Do tego procesu potrzebny jest odpowiednio zmiksowany koktajl hormonów – nie tylko kobiecego ciała, ale też łożyska (które technicznie rzecz biorąc jest częścią Dziecka) oraz tkanka gruczołowa, która rozwija się pod ich wpływem. Idealnym wyobrażeniem, które kiedyś do mnie przemówiło było obrazowe pokazanie tkanki gruczołowej piersi jako brokuła (tak tak, chodzi o tą zieloną roślinkę którą zjadamy), choć ja wolę porównywać tkankę gruczołową z pęcherzykami i przewodami mlecznymi do kiści winogron (jestem z „teamu” – Lubię Słodkie). A więc te winogrona (pęcherzyki mleczne) są w środku wyścielone nabłonkiem gruczołowym, którego produktem jest mleko.

Sam proces powstawania mleka jest bardzo fizjologiczny i naturalny. Przypomina bardzo dobrze działanie fabryki – jest zlecenie, jest produkcja… i to zlecenie jest bardzo niezależne od woli Kobiety – mleko powstanie w gruczole, czy tego chcemy czy nie… to kwestia wykorzystania możliwości! Zlecenie na mleko daje… Dziecko. W ciąży pod wpływem hormonów wytwarzanych także przez łożysko (nie tylko przez kobiecy organizm) gruczoł zaczyna produkować mleko (o czym było kilka linijek wyżej). Niektóre Kobiety widzą (i czują) mleko wypływające z piersi, inne nie… Nie jest to sygnał o tym, że coś na pewno pójdzie „nie tak”. Żeby mleko wypłynęło z piersi potrzebujemy skurczu malutkich mięśni otaczających pęcherzyki, które są niezależne od naszej woli (!!!), ale reagują na sygnał hormonalny – pod wpływem oksytocyny kurczą się i wypychają mleko do przewodów mlecznych i dalej na zewnątrz.
Oksytocyna… najsłynniejszy hormon porodu! Nazywana także hormonem miłości lub przywiązania. Oksytocyna potrafi nas zalewać w chwilach przyjemności, czułości, poczucia bezpieczeństwa… potrzebujemy jej, żeby mleko mogło swobodnie wypływać z piersi. Potrzebujemy dobrej atmosfery do karmienia naturalnego (tak – atmosfera jest ważna także dla tych Mam, które odciągają mleko), żeby pozwolić ciału „wypływać mleko”…

Oprócz koktajlu hormonów buzujących w kobiecym ciele, do udanego karmienia naturalnego, potrzebne jest jeszcze urodzenie łożyska oraz pobudzenie wypływu mleka… Urodzenie łożyska powoduje zmniejszenie stężenia progesteronu, którego wysoki poziom „zapobiega” intensywnej produkcji mleka. Dlatego po porodzie z taką uwagą ocenia się kompletność tzw. popłodu (łożyska i błon płodowych). Pozostawienie fragmentu łożyska w macicy, poza czynnikiem sprzyjającym infekcji, będzie miało wpływ na brak produkcji mleka, co w fachowej literaturze laktacyjnej nazywa się mianem opóźnionej laktogenezy II. Kolejnym czynnikiem jest pobudzenie wypływu mleka. Uwielbiam obserwować te pierwsze karmienia (mam ku temu sposobność ze względu na zaszczyt towarzyszenia w Narodzinach). W pierwszym karmieniu nie ma sytuacji, że „Mama nie umie”… w pierwszym karmieniu chodzi o to, żeby połączyć umiejętności nabywane przez Dziecko w życiu wewnątrz macicy z brodawką Mamy. Czasem myślę, że wystarczy zaufać Naturze… A czasem wiem, że ta Natura potrzebuje nieco wsparcia i zachęty. Idealną sytuacją jest, kiedy Noworodek zaczyna ssać pierś Mamy w pierwszej godzinie po narodzinach, w trakcie nieprzerwanego (także badaniem w kąciku noworodka) kontaktu skóra do skóry, nawet wtedy kiedy łożysko jeszcze się nie urodziło, a także wtedy, kiedy ewentualne obrażenia tkanek krocza są oceniane i zaopatrywane. Wiem też, że czasem ten kontakt Dziecka i Mamy jest przerywany, co nie oznacza, że ten duet będzie miał na 300% problemy w karmieniu… Wtedy chciałabym, żeby każda Mama (która wyraża chęć karmienia naturalnego) mogła doświadczyć wczesnej stymulacji laktacji, czyli ręcznego odciągania siary, żeby zainicjować to, czego Natura nie mogła.

 

Dodaj komentarz